




Po co właściwie obóz trzeci
Uczestnicy pewnej międzynarodowej wyprawy na Broad Peak wpadli na zaskakujący pomysł: nie ma sensu aklimatyzować się w obozie trzecim. Żadnych noclegów w trójce, aż do czasu ostatecznego ataku szczytowego. Starczy parę godzin drzemki na 7200 m. i przemkniemy się na wierzchołek, zanim pojawią się objawy
choroby wysokościowej.
Tylko lekarce Donatelli zaświeciła się czerwona lampka. Jej wątpliwości nie znalazły jednak zrozumienia wśród innych członków ekspedycji.
Tak szalony plan wzbudził w uczestnikach pozostałych wypraw mieszane uczucia. Albo ekipa ma niezachwianą wiarę we własne możliwości, albo znają jakieś nowinki z zakresu medycyny górskiej. Żeby tak oszukać górę? A może brak doświadczenia.
Parę lat temu szef taboru Rąbaniska pod Murowańcem podzielił się z nami – wówczas kursantami szkolenia taternickiego – swoim spostrzeżeniem. Z rozbrajającym uśmiechem zdradził nam poczynioną przez siebie obserwację: chłopcy, przy rozpoczynaniu przygody z alpinizmem najtrudniej jest przeżyć pierwsze trzy lata. Po bliższym zastanowieniu nie można odmówić mądrości
owej konstatacji. W tym sporcie lepiej jak najmniej uczyć się na własnych błędach. Praktyka jest tak samo ważna co przygotowanie fizyczne. O ile nie ważniejsza. A zaliczanie kolejnych szczebli drabiny umiejętności pod okiem bardziej doświadczonego opiekuna znacząco minimalizuje zagrożenie popełnienia głupich, aczkolwiek kosztownych, błędów. Pokusa chodzenia na skróty bywa jednak nie do odparcia.
Obecna łatwość w pomijaniu poszczególnych etapów wspinaczkowego wtajemniczenia musi budzić niepokój. Jednego roku młody entuzjasta gór wędruje beskidzkim szlakiem, by w kolejnym sezonie atakować już ośmiotysięcznik w Himalajach. Taternictwo nie jest koniecznym ogniwem doskonalenia alpinistycznego. Robienie dróg tatrzańskich latem nie należy do popularnych form aktywności. Zima w Tatrach to dziwactwo dla koneserów. Obozu Rąbaniska już nie ma. TPN uznał, że ilość miejsc noclegowych w Betlejemce jest wystarczająca w stosunku do chętnych. Dzisiaj z Orlej Perci trafia się wprost pod Aconcagua. Potem już tylko osiem tysięcy. Dobrze, jak miłośnik ekstremalnych doznań ma za sobą przeszkolenie skałkowe (kurs trwa zwykle sześć dni).
Zrozumiała jest tendencja do skracania realizacji górskich marzeń – każdego rodzaju marzeń. Na szczęście skończyła się era monopolu pezety na wyrokowanie, kto się do wspinania nadaje, a kto nie. Zniesiono Kartę Taternika, a ukończenie kursu wspinaczki skałkowej zależy od chęci potencjalnego kursanta.
Oczywiście jak ktoś chce ryzykować uprawianie alpinizmu bez przeszkolenia
– jego zdrowie, jego sprawa i jego wolna wola. Nie ma fizycznych przeszkód, aby stanąć pod ścianą himalajskiego olbrzyma w kilka miesięcy od zakiełkowania w głowie takiego marzenia. Pomysł – pstryk – realizacja. Ale czy nie powinny pojawić się opory psychiczne? Może jednak dać sobie szansę i przetrwać względnie spokojnie te trzy pierwsze lata, poświęcając je na zdobycie absolutnie niezbędnego górskiego doświadczenia?
Uczestnicy międzynarodowej wprawy na Broad Peak wczesnym popołudniem dotarli do obozu III na 7200 m n.p.m. Stąd zostało jeszcze jakieś 800 m różnicy poziomów do przedwierzchołka Rocky Summit, a następnie do wierzchołka głównego 3 kilometry wspinaczki granią.
Trudno
mówić o spaniu w pierwszą noc przebywania na tych wysokościach, tym bardziej w sytuacji olbrzymiego napięcia przed zbliżającym się atakiem szczytowym. Wystartowali z namiotów jeszcze przed świtem. Zazdrościliśmy im pogody i liczebności ludzi zdolnych do torowania w głębokim śniegu. Nie zazdrościliśmy im braku aklimatyzacji.
Większość wspinaczy rozpoczęła odwrót tuż pod przełęczą oddzielającą Middle Falchan Kangri od kopuły szczytowej Broad Peak. Grupa alpinistów kontynuowała mozolną wspinaczkę. Niestety na grani wydarzyła się tragedia. W przepaść spadła Włoszka Cristina, ponosząc śmierć na miejscu. Z ponad dwudziestu osób tylko cztery dotarły do foresummit. Z tego miejsca i oni zmuszeni zostali zawrócić. A mieli szansę przełamać złą passę fatalnego sezonu w Karakorum.
Można ominąć obóz trzeci. Można. Można też omijać poszczególne stadia alpinistycznego doświadczenia. Można. Ale warto pamiętać stare przysłowie hobbitów: kto drogi prostuje, ten w polu nocuje.